Że popołudniami na poczcie zawsze kolejka postanowiłam iść wysłać listy przed południem. Już idąc ulicą zobaczyłam że w środku jest tłoczno. Rzeczywiście ludzi było sporo. I to w każdym przedziale wiekowym. Usiadłam i czekam... Podczas tego czekania wiele się dowiedziałam.
Kilka starszych pań rozmawiało o swoich chorobach - aż trudno uwierzyć, że osoby w takim wieku z tyloma poważnymi chorobami wyglądały tak dobrze, i miały tyle siły by dźwigać ciężkie torby z zakupami. Panie licytowały, której choroba jest gorsza oraz która miała ciekawsze doświadczenia ze służbą zdrowia. Tym sposobem załapałam się na dość sporą dawkę wiedzy medycznej :)
Kręcące się dzieci nauczyły mnie, że nie należy pastować butów przed wyjściem na pocztę. Niezbyt praktyczne jest też ubieranie czarnych spodni. Poza tym dzieci też wymieniały się informacjami na temat postaci z bajek... Ten temat jednak był zbyt trudny - nie zapamiętałam żadnej nazwy (swoją drogą kto wymyśla takie dziwne imiona dla bajkowych stworków). Lekcja z bajek jest do powtórzenia.
Wszystko odbywało się w tle narzekania na długi czas oczekiwania.
Co na to obsługa? Nic. Niektóre panie są niereformowalne - prawdopodobnie na poczcie rozpoczęły pracę jeszcze w PRLu i te umiejętności odtwarzają do dziś. Czyli obsługują wolno, zapytają o pogodę, podyskutują skąd ten list ... przecież mają czas, im się nigdzie nie spieszy. A ty człowieku czekaj słuchając opowieści o chorobach i bajkach. Żeby chociaż krzesełka były wygodne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz