Nie ma co ściemniać - mnie też ogarnęła. Bo jak inaczej nazwać fakt, że w dzień wolny od pracy z samego rana (przed 9) byłam w cukierni po pączki. Tego nie da się wytłumaczyć w żaden inny sposób. Ogarnięta pączkomanią zakupiłam sporą ilość do domu, ale też i symboliczne dla tych, których dziś odwiedzałam. Tym sposobem z cukierni wychodziłam z dwiema reklamówkami pączków i symboliczną ilością faworków. Zafundowałam sobie dzień obżarstwa. Od razu ciśnie się pytanie: ile ona ich zjadła? Do tego już się publicznie nie przyznam :) W każdym razie śniadanie i kolacja były pączkowo - faworkowe. Oczywiście deser po obiedzie też był pączkowy. Skoro mamy święto pączka to należy się każdemu wielka uczta pączkowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz