Dziś dostałam prezent - ogrzewacz do rąk. Jednak początki jego użytkowania nie zapowiadały sukcesu. Czytam instrukcję obsługi (czyli postępuję zupełnie nie jak statystyczny Polak): "wygnij kilkukrotnie metalowy dysk wewnątrz ocieplacza". Wyginam - raz, drugi, trzeci, dwudziesty... nic. Od samego wyginania zrobiło mnie się gorąco - więc może o to chodziło. Zgrzać się przy wyginaniu. Żel miał się skrystalizować. A on jaki był taki jest. Ciecz. To wyginam dysk dalej. Przestałam liczyć wygięcia. I w końcu żel zaczyna zmieniać się w solankę. Ogrzewacz twardnieje i robi się ciepły. Zadziałało. Nagrzał się do wysokiej temperatury. Ocieplacz trzymał temperaturę przez około 15 minut. Świetny gadżet. Polecam wszystkim, którym zimno. W każdym razie dla mnie on będzie stałym wyposażeniem torebki. Skoro kobieta w torebce ma wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz